-Hej.
-Hej [Z.T.I]. Słyszałem,że przyjeżdżasz do nas.
-Bardziej do siebie Olivier.
-Do nas do siebie co to za różnica.-zaśmiałam się cicho-To kiedy jedziesz?
-Teraz.
-Czyli nie długo będziesz?
-Jeśli trzy i pół godziny można tak nazwać to tak.
-Mogę cię odwiedzić? Tak dawno Cię nie widziałem.
-Około miesiąca.
-To dla mnie wieczność.
-Tak,tak. Wiem to.
-To będę mógł?
-Jasne. Kiedy?
-Około 16:00?
-Jak dla mnie spoko.
-Zaplanowałem coś.
-Coś? Czyli co?
-Niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Tak wiem.
-Jesteś okropny.
-Wcale tak nie myślisz.
-Myślę.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Niech Ci będzie.
-Wiedziałem.
-Idiota.
-Dobra. Teraz niech tobie będzie.
-Dzienki. (specjalnie tak napisałam).
-Tak wiem. Jestem taki łaskawy.
-Niewiarygodnie.
-Oh,[T.I]. Rozchmurz się. Coś się stało?
-Jak jeszcze ktoś zada to pytanie to oszaleję. Nie. Nic.
-Na pewno?
-Pewno. Pewno.
-Nie kłamiesz?
-Może trochę.
-Wiedziałem.
-Żartuję.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak.
-Wygrałaś.
-Ha! Jestem lepsza.
-Taaa... Wydajesz się jakaś zmęczona.
-Tak? Może dlatego,że spałam jakieś dwie godziny?-zapytałam sarkastycznie.
-To może się prześpij?
-Do 16?
-Do 16. Słodkich snów.
-Pa Olivier.
-Hej [Z.T.I]. Słyszałem,że przyjeżdżasz do nas.
-Bardziej do siebie Olivier.
-Do nas do siebie co to za różnica.-zaśmiałam się cicho-To kiedy jedziesz?
-Teraz.
-Czyli nie długo będziesz?
-Jeśli trzy i pół godziny można tak nazwać to tak.
-Mogę cię odwiedzić? Tak dawno Cię nie widziałem.
-Około miesiąca.
-To dla mnie wieczność.
-Tak,tak. Wiem to.
-To będę mógł?
-Jasne. Kiedy?
-Około 16:00?
-Jak dla mnie spoko.
-Zaplanowałem coś.
-Coś? Czyli co?
-Niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Tak wiem.
-Jesteś okropny.
-Wcale tak nie myślisz.
-Myślę.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Niech Ci będzie.
-Wiedziałem.
-Idiota.
-Dobra. Teraz niech tobie będzie.
-Dzienki. (specjalnie tak napisałam).
-Tak wiem. Jestem taki łaskawy.
-Niewiarygodnie.
-Oh,[T.I]. Rozchmurz się. Coś się stało?
-Jak jeszcze ktoś zada to pytanie to oszaleję. Nie. Nic.
-Na pewno?
-Pewno. Pewno.
-Nie kłamiesz?
-Może trochę.
-Wiedziałem.
-Żartuję.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak.
-Wygrałaś.
-Ha! Jestem lepsza.
-Taaa... Wydajesz się jakaś zmęczona.
-Tak? Może dlatego,że spałam jakieś dwie godziny?-zapytałam sarkastycznie.
-To może się prześpij?
-Do 16?
-Do 16. Słodkich snów.
-Pa Olivier.
Rozłączyłam się i położyłam telefon na kolanach. Głowę oparłam o szybę i patrzyłam na drogę.
-Wspaniale.-szepnęłam sama do siebie gdy zobaczyłam w jakim korku stoimy.
Nie minęło dużo czasu,a mój telefon znów dał o sobie znać.
-Zaraz oszaleję.-powiedziałam w tym samym czasie co [I.T.P].
-Wspaniale.-szepnęłam sama do siebie gdy zobaczyłam w jakim korku stoimy.
Nie minęło dużo czasu,a mój telefon znów dał o sobie znać.
-Zaraz oszaleję.-powiedziałam w tym samym czasie co [I.T.P].
Nie patrząc wcześniej na ekran telefonu przyłożyłam go do ucha.
-Czego!?
-Oj,kochanie. Dlaczego tak wściekle? Nie ciszysz się,że mnie usłyszałaś?
-Nie za bardzo.-mruknęłam pod nosem.
-Słonko,ja to wszystko słyszę.
-Cóż. Jakoś mnie to nie obchodzi.-chłopcy zwrócili na mnie swoją uwagę.
-Zła odpowiedź.
-Mam cię głęboko gdzieś. Jesteś pieprzonym idiotą,który nie może pogodzić się z tym,że z tobą zerwałam. Sam byłeś sobie winny. Ja nie mam kochanków w odróżnieniu do ciebie. Przestań do mnie dzwonić. Mam ciebie dość. Jesteś kretynem. Nie umiesz szanować dziewczyn. Jesteś dupkiem. Pieprzonym dupkiem Brand. Pieprz się.
Po tych słowach po prostu się rozłączyłam. Spojrzałam na chłopaków,którzy wyglądali na zaskoczonych.
No tak. Nigdy nie słyszeli jak przeklinam.
Uśmiechnęłam się do nich słodko i ponownie odwróciłam wzrok w stronę szyby. Wyciągnęłam rękę po telefon,który po chwili wydał dźwięk informujący,że jest wyłączony. Odetchnęłam z ulgą myśląc o tym,że nikt już nie zakłóci mi tych godzin jazdy.
Zerknęłam przez szybę dalej staliśmy w korku tak i dalej czułam na sobie wzrok chłopaków.
-[T.I]?-usłyszałam spokojny głos Calum'a.
Zaraz się zacznie...
-Coś się stało?-tym razem zapytał Michael.
-Nie. Nic się nie stało. Powtarzam to dziś 5 raz.
-Wyglądasz na zmartwioną.-spojrzałam na Luke'a,a następnie na całą resztę chłopaków.
-Spójrzcie na siebie.-mruknęłam pod nosem.
Jeśli teraz [I.T.P] zacznie mi coś pieprzyć to chyba wyskoczę z tego auta...
-Yhm.-przyjaciółka zwróciła na siebie uwagę.
No proszę. Kto by się tego spodziewał? Na pewno nie ja...
-Jeśli mogę.-zaczęła.
-Nie nie możesz....
Przepraszam,że taki krótki,ale dziadek przyszedł i nie mam gdzie pisać.
Oczywiście mam też drugi komputer i telefon.
Telefon:Nie.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak trzeba się męczyć,żeby napisać posta na telefonie.
Drugi komputer:Nie.
Dlaczego?
Bo moja "genialna" siostrzyczka nie umie dopilnować mojego słodziutkiego króliczka (to już nie sarkazm) i przegryzła kabel od klawiatury.
Znów.
Już trzeci raz tylko dlatego,że ona nie umie dopilnować króliczka.
Dobra.
Pa.
Nikola♥Bay♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz