środa, 26 sierpnia 2015

#Rozdział 21♥

Chłopacy spojrzeli na siebie,po czym usłyszałam szept Calum'a,który brzmiał mniej więcej jak:"Nie dość,że bez pukania,to jeszcze się drze".
Zaśmiałam się cicho wchodząc do kuchni.

-Cześć. [T.I] jestem.-powiedziałam witając się z Marcinem.
-Marcin jestem.-powiedział chłopak śmiejąc się.
-Taak...Wiem. [I.T.P] dużo mi o Tobie mówiła.
-[T.I] zamknij się.-powiedziała do mnie przyjaciółka,która spłonęła rumieńcem.
-Yhym...-usłyszałam Calum'a,który szturchnął mnie w bok.
-Oh...No tak. To jest....Z resztą wiesz kim oni są. Chłopaki to jest Marcin.
-Marc....Nie umiem tego powiedzieć. Dziwne imię.-odezwał się Ash.
-Marcin. Dla Was dziwne,bo Polskie.-powiedziałam.
-Umiesz mówić po Polsku?-spytał Mikey.
-Zanim się tutaj wprowadziłam mieszkałam w Polsce.
-To tłumaczy Twój dziwny akcent.-Luke.

Po jeszcze dłuższej rozmowie udaliśmy się do salonu.
Gadaliśmy o wszystkim i o niczym,ale tematy do rozmów nam się nie kończyły.
Od muzyki chłopaków (gdzie prawie [I.T.P] się wygadała,że należę do Fandomu] do tego,jaki najbardziej lubimy dżem.
Po pewnym czasie zwyczajnie zaczęłam się nudzić i oznajmiłam wszystkim,że wracam do domu.

-Dobra ludzie.-wstałam z kanapy-Ja się zbieram.

Już niedługo potem wyszliśmy (chłopaki też) z domu przyjaciółki.
Szliśmy w ciszy,ale takiej przyjemnej.
Ale niestety Ktoś o imieniu Calum ją przerwał.

-[T.I]?
-Taa?
-Powiedz coś po Polsku.-dokończył.
-Nie.
-Uroczo.-usłyszałam Michael'a-Co to znaczyło?
-Nie.
-Tak,to było urocze.-Luke.
-Nie o to chodzi Luke. Nie to po angielsku nie.
-Oh....Rozumiem.
-Powiedz coś jeszcze.-Ash.
-Co mam powiedzieć?
-Powiedz "5 Seconds Of Summer" po Polsku.
-5 Sekund Lata.
-Fajnie brzmi.
-Yhym...Ale Polski to trudny język.
-Naucz nas czegoś.
-Okey. Powiedzcie Cześć.
-O Jezusie. Co to znaczy?-usłyszałam Calum'a.
-Hello.-powiedziałam.
-Utrudniacie sobie życie tymi dziwnymi literkami.-Mikey.
-Nie,to Wy macie jakiś. Th i Bóg wie co jeszcze. To już wolę nasze: stół z powyłamywanymi nogami.-chłopacy jednocześnie na mnie spojrzeli.
-Co to znaczy!? W ogóle to da się wymówić!?-Luke.
-Po Angielsku to: table with broken legs.
-O Mój Boże.-skomentował jedynie Ash.

Zaśmiałam się cicho.
Spojrzałam na drogę przede mną i dopiero teraz zorientowałam się,że już prawie jesteśmy w domu.
Wyjęłam klucze z tylnej kieszeni spodni i już po chwili włożyłam je do zamka w drzwiach.
Weszliśmy do środka,po czym zdjęliśmy buty i ruszyliśmy w stronę kuchni.
Zrobiłam chłopakom jedzenie,a sama sobie zaparzyłam herbaty.
Kawa o tej godzinie (19:55) nie była zbyt dobrym pomysłem,później nie mogła bym zasnąć.
Chłopaki zjedli,a ja wypiłam napój nazywany "kawą z mlekiem".
Umyłam jeszcze naczynia i poszliśmy do salonu.
Przed telewizor.
Znów.
Tak jak robiłam to wcześnie usiadłam tak,by po prawej mieć koniec kanapy,a po lewej Michael'a.


Zdjątko :D Tak w ogóle to ta kanapa była większa XD
(Mój prawdziwy TT)


Mikey podniósł moje nogi do góry,po czym na ich miejscu położył swoje.
Po chwili opuścił je na swoje.
Tak,że teraz moje nogi były położone na jego.
Posłałam mu uśmiech co on odwdzięczył.
Cal przeskakiwał programy w telewizji,a chłopaki co chwilę śmiali się z pojedynczych scenek.

-Kurde,Cal! Za chwilę dostanę oczopląsu!-powiedziałam.
-Nie moja wina,że w TV nic nie ma!
-To mógłbyś ruszyć dupę po program telewizyjny,który tak swoją drogą,leży na stole przed Tobą!
-Dobra,nie pouczaj mnie!
-Dobrze Panie Zawsze-Jestem-Najmądrzejszy!
-Okey. Zaliczyliście pierwszą rodzinną  kłótnie.-powiedział Ashton.
-Ash...-zaczęłam dalej patrząc w ekran.
-Dobra,dobra.-powiedział podnosząc ręce do góry w geście poddania.
-Dziękuję.-powiedziałam.

Odetchnęłam ciężko i poczułam,jak Michael obejmuje mnie ramieniem.
Próbował mnie uspokoić.
Oparłam o niego głowę. 
Udało mi się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz